piątek, 25 października 2019

Mała poprawka

Ładnie kolego to opisałeś, ale powinien żeś wiedzieć, iż na rzekach występują zakola, a do łat nie zawracano lecz zmieniano kurs. Pozdrawiam

sobota, 19 listopada 2011

POŻEGNANIE

           Siedzieliśmy przy stole już kilka godzin. Wypity alkohol pozwalal na lużną atmosferę.
           Po raz pierwszy byliśmy tylko w rodzinnym gronie mimo, że z Norą bylem rozwiedziony
           od trzech lat, to należala do rodziny.
           Matka nie wybaczyla mi ,iż się z Nią rozwiodlem, kochala Norę nadal i utrzymywala z Nią serdeczne
           kontakty. Liczyla ,że może się jeszcze zejdziemy,że może jeszcze coś tli się między nami.
           My także utrzymywaliśmy kontakty, jezeli nie przyjacielskie to może braterskie. Mielismy dorosle
           dzieciaki i mieszkaliśmy niedaleko siebie w niewielkim miasteczku. Czasami potrzebowaliśmy
           od siebie jakiejś przyslugi, jak to między dobrymi znajomymi.
           Od czasu rozwodu nie rozmawialiśmy o przeszlości, ba  przed rozwodem także- to byl chyba glówny
           bląd.
           Dziś matka miala urodziny,kurtuazyjnie nie powiem  które. Nora przyszla sama.
           Matka spytala dlaczego,ale po zdawkowej odpowiedzi Nory, nie  dopytywala się więcej o Jej
           partnera.
           Rozmawialiśmy o polityce, wszyscy byliśmy zwolennikami rzadzącej aktualnie i prawdopodobnie w 
           nastepnej kadencji parti. Pogralismy więc do jednej bramki, dokladając opozycji.
           Wyluzowana Nora śmialo opowiedziala "oryginalną" wersję dowcipu o szkoleniu mlodych rekinów
           polowania na ludzi, kiedyś by ten kawal odwulgaryzowala nie  mówiąc w pueńcie slowa "gówno".
           Teraz już nie krępowala się, gdy stęknąlem wstając po dlugim siedzeniu od stolu, powiedziala
           -S.K.S. mój drogi
           -co to znaczy spytala moja Mama
           -a. starość ku@wa starość!
           W czwórkę wybuchnelismy śmiechem, a Nora zarumieniona   dawką alkoholu  patrzyla mi
           prowokacyjnie w oczy.
           Zrobilo się już póżno, Nora wspomniala o czekającym na nią w domu partnerze i zaczęla zbierać się
           do wyjścia.
            Zerwalem sie również, nie mialem ochoty wysluchiwać utyskiwań Matki po wyjściu Nory
           na temat naszego rozstania,a teraz doszlaby jeszcze gadka,że sobie kogoś znalazla.
           Wieczór byl mrożny, Nora miala na sobie cienki plaszcz, jeszcze nie chodzilo się w zimowej
           odzieży, wiedzialem przecież ,iż jest "zmarzluchem",przytulilem Ją do siebie,a gdy zesztywniala,
           powiedzialem , żeby się nie obawiala,bo wiem ,ze jest Jej zimno i tylko dlatego Ja objalem.
           Mieszkalismy w tym samym kierunku z tym ,że Ona dalej, powiedziala ,ze zadzwoni  po swego
          "Mena" by wyszedl po Nią.
           Rozmawialiśmy o naszych dzieciakach, które jakoś sobie radzą, ale na obczyżnie, syn
           prawdopodobnie uczyni nas dziadkami.
           Cieplo Jej ciala zaczelo mnie podniecać, wypity alkohol dodawal animuszu, wlasciwie to dlatego
           także  za  Nią chyba wyszedlem.Zbliżaliśmy się  do uliczki, w której mieszkam.Nora wyjela tel.
           Wtedy  zaproponowalem ,Jej "ochronę" do domu. Schowala tel. bez slowa, wzialem to za dobry
           omen, jednak Nora nie pozwolila mi poprowadzić się uliczkę gdzie mieszkalem.
           Przytulalem Ją coraz mocniej do siebie, może to z powodu dobrowolnego celibatu,a może echa
           przeszlości wzięly w posiadanie moją wyobrażnię.Dość ,iż poczulem silne pożądanie, mialem wielką
           ochotę na seks z Norą. Przecież niemozliwe ,żeby On Jej wystarczal, byl dużo starszy.
           Niby po koleżeńsku pocalowalem chlodny policzek idącej obok kobiety, wtedy ku mojemu
           zaskoczeniu zatrzymala sie i podala mi usta.
           Przypiąlem się do nich z uczuciem triumfu i rozczarowania, pomyslalem sobie ,iż jednak
           nie jestem Jej obojętny,  już oczami wyobrażni widzialem, naszą "powtórkę z dawnej rozrywki" u
           mnie. Tylko gdzieś tam odezwalo sie lekie rozczarowanie-jest latwa pomyslalem, ma faceta,a
           wystarczylo trochę wódeczki i niewiele ceregieli. W tym momeńcie ustąpily moje wszelkie
           watpliwości co do rozwdu, jakie czasami mialem,a zwlaszcza ostatnio.
           Chyba w każdym męzczyżnie drzemie pragnienie spotkania "twierdzy nie do zdobycia" nawet gdyby
           to miala być byla żona? Pomyślalem filozoficznie, jednak inne pragnienie przewazalo w tej chwili  
           szalę.
           Nora lekko się cofnela, ,a ja cichym glosem zagruchalem: choćmy do...Nie dala mi
           dokończyć kladąc dloń na moich ustach.
           - Posluchaj, mówila spokojnie patrząc mi w oczy. Pozwolilam Ci sie pocalować,bo tego pragnaleś,a
           ja, chcialam coś sprawdzić, sprawdzić ,czy jest różnica.
           -I jest? spytalem
           - Jest i to duża.
           - Tak myslalem odpowiedzialem
           - Nie zrozumialeś, chcę Ci powiedzieć ,że jestem szczęsliwa i dziekuję Ci za to,że mnie zostawileś,
           mialam żal ,ale teraz się cieszę. Kocham Go i mam nadzieję,że jest też szczęśliwy ze mną.
           Nasz czas się skończyl, nie byliśmy dojrzali na tyle by być ze sobą dlużej, mam nadzieję ,że jeszcze
          bedziesz z kimś szczęśliwy.
          Mam już niedaleko, pójdę sama.
          Mialem za swoje, przecież, mialem swoje zasady, a tu-"odrobina alkoholu , niewiele ceregieli" i 
          wystawilem się na taki sztych.
          Nie zgodzilem się by poszla dalej sama, ale już nie bylo o czym rozmawiać.
          Na pożegnanie pocalowala lekko mój policzek, jeszcze żebraczym ruchem warg chcialem zagarnąć
          Jej usta. To bylo niezdarne,żalosne.
          Odeszla w stronę bramy, od  drzwi pożegnala lekkim ruchem dloni i znikla za nimi.
          Stalem chwilę pod oknami na piętrze, chyba tylko po to by zrozumieć,że nie klamala,bo czyż mógl
          klamać Jej cień calujący inny, cień w oświetlonym oknie? 
                                                             
                                                                KONIEC